Policja źle oceniła przygotowanie stadionu Wisły do nadchodzącego sezonu piłkarskiego. Żaden mecz nie ma prawa się tam odbyć, dopóki nie pojawią się odpowiednie zabezpieczenia. Co na to klub? Wymagania policji określa jako "bzdetne"
Zanim mecz się zacznie, klub sportowy musi dostać od prezydenta miasta zezwolenie na jego organizację. Wnioskuje też do policji o wydanie opinii o zabezpieczeniach stadionu. Potem wszystko zależy od prezydenta, ale jeśli opinia mundurowych jest pozytywna, nie ma powodu, by klubowi odmawiać.
Wisła zwróciła się do prezydenta o zgodę na organizację imprez masowych, a do policji z prośbą o ocenę zabezpieczeń stadionu. Na początku lipca mundurowi obejrzeli obiekt i zdecydowali, że nie spełnia on ich wymogów. Wydali negatywną opinię.
We wtorek przedstawiciele sztabu płockiej policji, Wisły i prezydent Mirosław Milewski spotkali się w ratuszu. Policjanci przedstawili listę poważnych zastrzeżeń. Podkreślali, że póki obiekt jest w takim stanie, o żadnym rozgrywaniu meczów nie może być tam mowy.
Kilka godzin później Szczepan Targowski, wiceprezes Wisły SSA, zapewniał "Gazetę": - Policja i Wisła doszły do porozumienia.
Policjanci oniemieli: - Co takiego?! Żadnego porozumienia nie ma! Prezydent uwzględnił nasze zastrzeżenia i powiedział, że w tym momencie zgody na rozgrywki nie da.
Zapomniany szturm
Warto przypomnieć tło tych nieporozumień. W kwietniu na płockim stadionie Wisła podejmowała Legię Warszawa. Na obiekt weszło wtedy 300 kibiców stołecznego klubu, tyle biletów przeznaczyli dla nich organizatorzy. Reszta (do miasta przyjechało prawie 2 tys. stołecznych szalikowców) przypuściła szturm na stadion. Próbowali wyłamać płot, zniszczyli reklamy, toalety, wyrywali krzesełka, rzucali wielkimi kamieniami, w końcu część z nich wdarła się na obiekt bez biletu.
Płocka policja straciła cierpliwość. - Zabezpieczenie stadionu Wisły woła o pomstę do nieba - alarmowali funkcjonariusze. - Ogrodzenie spinaliśmy kajdankami, żeby kibice Legii nie wdarli się do środka. Ochrona jest niewystarczająca i nieprzygotowana. Gdy jeden z ochroniarzy dostał w głowę cegłą, reszta uciekła.
Potem była przerwa w sezonie, sprawa przycichła. I dopiero teraz, gdy rusza kolejna runda rozgrywek, okazuje się, że w ocenie policji stadion pozostał nieprzygotowany. Policjanci wymieniają m.in.:
• płot okalający stadion od strony Parowy jest za niski, są w nim dziury, w dodatku ma zwietrzałe fundamenty i skorodowane furtki
• brama wejściowa dla przyjezdnych kibiców nie ma „sztywnego” zamknięcia, sforsowanie jej jest bardzo łatwe
• nie zakończono montażu kołowrotków do wpuszczania kibiców na stadion
• ogrodzenie miejsc przyjęć kibiców drużyn przyjezdnych wymaga wzmocnienia
• droga przejścia kibiców obcych drużyn od strony południowej nie ma ogrodzenia, przyjezdni szalikowcy mogą bez problemu wedrzeć się do sektorów miejscowych fanów piłki
• stadion jest monitorowany w systemie analogowym, jakość nagrań jest słaba, nie można identyfikować kibiców, w dodatku nie obejmuje on zasięgiem całego ogrodzenia, dźwięk w ogóle nie jest nagrywany (policja podkreśla, że cyfrowy monitoring i utrwalanie dźwięku to wymogi ministra spraw wewnętrznych)
• służby porządkowe mają problem z dojazdem pod sektor kibiców przyjezdnych, bo nawierzchnia nie jest odpowiednio utwardzona
- To najważniejsze zastrzeżenia. Mogło ich być więcej - mówi rzecznik płockiej policji Mariusz Gierula. - Odnosimy wrażenie, że po kwietniowym meczu z Legią nic się nie zmieniło. Jak można egzekwować zakaz wstępu na stadion dla agresywnych kibiców, pilnować, by nikt nie wnosił na obiekt niebezpiecznych przedmiotów, nie wchodził na mecz bez biletu, skoro płot ma dziury, bramy można sforsować mocniejszym kopniakiem, a przy wejściach brakuje kołowrotków?
Gierula podkreśla, że źle zabezpieczony stadion muszą obstawiać ogromne policyjne siły. - Ściągamy policjantów z Płocka, z Warszawy, z Radomia. Zamiast pilnować porządku na ulicach, toczymy bitwy z pseudokibicami - mówi rzecznik.
"Bzdetne" zalecenia
Czy w takim razie płoccy fani piłki nożnej mogą zapomnieć o kibicowaniu na stadionie Wisły? Trudno powiedzieć. Wiceprezes Wisły Szczepan Targowski twierdzi, że niektóre wymagania policji zostały spełnione. Jak choćby montaż zamknięcia "na sztywno" w bramie wejściowej do miejsca przyjęć kibiców gości. Zgadza się z żądaniem policji podwyższenia płotu od strony Parowy do 4 metrów i zamontowania tam drutu kolczastego.
- Odbył się przetarg, mamy wykonawcę. Prace powinny ruszyć 21 lipca. Jeśli do 10 sierpnia, gdy może zagramy pierwszy mecz w Pucharze UEFA, roboty się nie skończą, wzmocnimy tam ochronę - mówi Targowski.
Dodaje, że na ukończeniu jest również montaż kołowrotków. Przedstawiciela Wisły irytują natomiast inne wymagania, które klub ma spełnić. Chociażby obowiązek ogrodzenia drogi przejścia kibiców przyjezdnych od południowej strony stadionu. Albo monitoring obiektu w systemie cyfrowym i urządzeń rejestrujących dźwięk.
- Te zalecenia nadają się do satyrycznych "Szpilek" - grzmi Targowski. - Wyjaśniliśmy policji, że wystarczy ogrodzenie tej drogi przenośnymi płotami. Tak czyni np. warszawska Legia. Policja zgodziła się z tym argumentem. Co do monitoringu, wbrew opinii policji nie mamy obowiązku montowania systemu cyfrowego, zaś urządzenie monitorujące dźwięk uważam za bezsensowne. Jeśli np. ktoś krzyknie "sędzia kalosz", to czy ktokolwiek zidentyfikuje go na podstawie głosu?
Wiceprezes jako "bzdetne" określił również zalecenie dostatecznego utwardzenia nawierzchni umożliwiające dojazd służb porządkowych pod sektor dla kibiców przyjezdnych.
Wiceprezes zapowiada zaproszenie policji na 5 sierpnia w celu przedstawienia postępu prac. Jest spokojny o to, że nie będzie żadnego problemu z rozgrywaniem meczów na stadionie Wisły w tym sezonie. - Policja wymieniła zastrzeżenia, my zobowiązaliśmy się je uwzględnić. Właśnie dlatego mówiłem o porozumieniu.
Trudno jednak mówić o porozumieniu, skoro wi
|